"TO JEST CIAŁO MOJE..."


Zabrano Ciało

Pana mego
I nie wiedziałam, gdzie Go położono

Widziałam jak Umarł
Szukałam Go
tak strasznie
Martwego

I nie znalazłam swojego Ciała
Nie znalazłam tak strasznie
że już nie bolało

Jak nie boli - martwe ciało

A On Był
między Żywymi
mieszkał blisko
czasem na tych samych ludzi patrzył
Bez - swojego Ciała
tak strasznie
tak strasznie Był
- Sam

Bardzo ! Bardzo - "Nie dobrze" !


I ZOBACZYŁAM GO !
Aż zabolało...

MOJE WŁASNE - CIAŁO

***

Opowiem wam!
co zobaczyłam na Drodze:

WIDZIAŁAM ! - GRÓB MOJEGO PANA PUSTY !
WIDZIAŁAM ! - CHWAŁĘ PANA !
WIDZIAŁAM ! – ŻYWEGO CHRYSTUSA !
ON - MOJA NADZIEJA,

ZMARTWYCHWSTAŁ !


***

- I NAS -
wyprzedza
do Galilei...


(Pawłowi - Jedynemu, przy którym wreszcie Jestem - Tym, Kim Jestem bo On Jest, Tym Kim Jest - mojemu Mężowi - Temu, którego dał mi Bóg)

Borderline - verte

piją się strumieniami
obrazy
zapachy
wnętrza wasze
i przenikają
surowe, obnażone a ja na granicy pojemności zachwytu
już boli, tak piękne
zakrapiane dźwiękiem mienią się, jaskrawią
jak kolorami tak wszelkimi

że aż tymi, których już nie ma

tak kocham -
za chwilę do nieprzytomności

tak pijana
a tak trzeźwa
ostrym brzegiem świadomości
chodnika i miłości, której nie mam

Być może

być może mówi,
być może słyszę,
jakby w uchu
najbardziej wewnętrznym,

że nie tak długo
i czas z Wami pójdzie dalej

ja, zostanę

Malowane Ptaki

drogi mi jesteś -
bo masz równie dziurawe kieszenie jak moje
co zgubiły
akt własności ja
nigdzie i wszędzie
Malowane Ptaki
tak samo
na oścież rozwarta otchłań źrenic
co w każdym bywać może
każdy w niej ma mieszkanie
więc przedziwne to źrenic spotkanie
- zbyt drogie

i nie stać mnie na nie

Córka Abrahama

Trudne mam imię
po brzegi pełne i nie umiem go nosić
na to samo piętro codziennie
i nie do zniesienia mam imię
odkąd usłyszałam

że Adam go nie wymówi
że język połamie,
że potknę się, gdy spróbuje
przewrócę, rozleję
tak ciężko je noszę

odkąd usłyszałam,
że synów nie będzie a będą
drżą niebezpiecznie kolana, ramiona

a już nie mogę dać wiary,
że kłamiesz,
więc dalej noga za nogą
a z pod nosa: Bóg przewidzi...

aż do serca: Bóg przewidzi...
aż do serca

Płomień Mój

Mocą głodu, który go rozniecił, tak straszny
ima się mnie
Mały Płomień - pakuje na kolana, obejmuje i klei

zagryzam wargi z całej siły
gdy trzymam go w ramionach
bo zamknęłabym oczy,
podarła nasze fakty na strzępy,
wybiegła z tu i teraz,
zaniosła w nasze nigdy
i tam dała moje wszystko

...kiedy Cię trzymam Maleńki

tak Cię trzymam - by stać
i nie tak trzymam, jak tego pragnę
bo kiedy się zachwieję - spadniesz
Ty nie rozumiesz...
Maleńki Mój
zabraniam mówić "mamo"
- bo Cię kocham...

więc rośnij Mały Płomieniu
nazywaj tak kogo trzeba
i rośnij!
niech zobaczę kiedyś z daleka,
jak żeś wielki, jak szczęśliwy!

Rośnij...i niech zobaczę...

Kiedy wołają - takie, lisa myślenie

czy to dzikie serce,
to wszystko lisie,
zawsze o krok za daleko ufanie
- przebaczysz..?
to nieoswojenie nie do zgryzienia twarde,
uparte, tępe
oczy i uszy
takie wielkie,
czujne, czy jeszcze zawołasz..?

ten jeden raz
- aż pęknie..!

I jutro, się odważę!

PIEKIELNY FRYZJER

We włosach myśli pogmera
poplącze, potarga paluchami
obetnie co nie trzeba
nieuczesane zostawi
drogo zapłacisz

osiwieć od tego można!

- artysta cholerny
won, z łapami!

BORDERLINE


Bez tożsamości
własnego naczynia
przeleję się w twoją
tak łatwo jak woda
i tu cię odczuję
twoim własnym sercem
odczytam płynnie
choćby nabazgrano
twoim językiem do ciebie przemówię
szybko go przyswoję
bo mogę być obok i przebywać w tobie
i tym niczym wino zamieszać ci w głowie
czasem niebezpiecznie
czasem i dla mnie
bo jestem kim widzisz
kiedy patrzysz na mnie

Pod płaszczem normalności
jestem -
ofiarą lub czarodziejem twoich spostrzeżeń
czarno-białym linoskoczkiem
na brzegu dwóch umysłów
ciągle pijanym
rozchwianym i roztańczonym
Od śmiechu! Od łez!
Od słońca!
Do gwiazd!
Do dna!

TESTAMENT

zanim pęknie naczynie gliniane
i wyplącze z ciała
mnie ciężką

daj ziemi
wszystko co moje

a mnie połam
i rozdaj - komu trzeba będzie