Wyrwany jak z kontekstu
ten, co musiał już iść
zawsze gdzieś indziej bo
Miłość ustała
pod nie swoim ciężarem
w smrodzie obcego potu i krwi
w ohydzie cudzej słabości
aż do upadku
w którym wszystko odmieni
by wreszcie niewinny
- upadał bezpieczniej
(Echo scen z "Pasji" M. Gibsona - a w szczególności jednej - upadku, któremu nie można było zapobiec ale można było uczynić go... lżejszym. Ten odruch, nie był już przejawem przymusu.
To dla mnie bardzo konkretna obietnica, o której wiem tylko tyle... że się WYPEŁNI w "nie moim krzyżu")

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz